Finał Mistrzostw Świata w Bergen. Elita mężczyzn w wyścigach szosowych.

Mistrzostwa Świata w Bergen wczoraj dobiegły końca (w niedzielę 24. września). Finałowy wyścig  zaczynał się na wyspie Sotra, skąd kolarze przemierzyli 39.5 km do trasy wyznaczonej w mieście. Pierwsze okrążenie było niepełne (17.9 km), następnie kolarzom zostało do pokonania 11. okrążeń po 19.1 km. Łącznie 267,5 km po zróżnicowanej trasie, bogatej w podjazdy i spektakularne zjazdy.

dsc_0078

Na kilka miesięcy przed Mistrzostwami miasto zaczęło przebudowę wybranych dróg, po których mieli przejechać zawodnicy. Na części z nich zdjęto stary, zniszczony bruk i zastąpiono go asfaltem. Sam podjazd pod Fløyen, którym kończyły się wyścigi na czas (i z którego pochodzi słynne nagranie z pacyfikacji kibiców przez policję) został specjalnie utwardzony. Dotychczas była to raczej ścieżka dla spacerowiczów.

dsc_0160

Niedzielny wyścig trwał od godziny 10:00 i zakończył w okolicach 16:45. U mnie pod domem zjawili się około 10:45, co było dla mnie nie lada zaskoczeniem, bo nie sądziłam, że tak szybko dotrą w to miejsce.

Miałam tego dnia pracę do wykonania po południu, więc udało mi się uczestniczyć tylko w czterech ostatnich okrążeniach. I ku mojemu zdziwieniu, ostatnie było najmniej spektakularne. Walka była bowiem tylko na początku, a cała reszta peletonu jechała sobie na luzaku, prowadząc pogawędki towarzyskie i uspakajając zmęczone nogi. Oni swoje już zrobili, teraz niech walczą liderzy.

Nie byłam świadkiem żadnych spektakularnych zdarzeń, ale i tak warto było pójść, żeby zobaczyć jak taki peleton wygląda z tak bliska. Pokrzyczeć, jak przejeżdżali biało-czerwoni. Niestety znacznie trudniej robić zdjęcia kolarzy w peletonie, niż czasowcom. W jeździe na czas masz jednego kolarza, zdążysz ostrość złapać, pstryknąć kilka razy. A tu leci chmara, prędkość jest niesamowita i nawet w trybie szybkiego robienia zdjęć, trudno czasem ostrość złapać.

Na szczęście udało mi się kilku naszych chłopaków namierzyć i sfotografować.

dsc_0275

Michał Kwiatkowski dojechał na 11. pozycji. Pierwsze miejsce zajął Peter Sagan (Słowacja), drugie – Kristoff Alexander (Norwegia), trzecie – Michael Matthews z Australii. Radość dookoła była niesamowita, bo i Słowaków sporo, i Norwegów. Ogólnie, ci  Norwegowie, to się potrafią cieszyć i bawić. Polaków również nie zabrakło i nasza drużyna nie mogła narzekać na brak wsparcia. W końcu jesteśmy najliczniejszą mniejszością narodową w kraju fiordów.

Teraz miasto powoli wraca do normalności. Pozostały tylko wszędobylskie barierki, butelki po płynach rozweselających i zmiany w komunikacji, które zniosą we wtorek.

dsc_0136

dsc_0053

dsc_0018

Połącz się z Facebook