Jak szybko przerobić tradycyjny rower na e-bike’a?

e-bike
Rowery elektryczne nawet u nas stają się coraz bardziej popularne. Coraz więcej osób o nie pyta, na ulicach też przestają dziwić. Nawet mój chłopak, który jeszcze niedawno pytał mnie „ widziałaś, jaki miał wielki bidon?!” zaczął je dostrzegać i oswajać się z widokiem roweru z baterią na ramie lub bagażniku.

Rowery elektryczne to nie jest to, co lubię, nie widzę też dla siebie zastosowania tego typu pojazdu. Nie żebym nie próbowała. Czasem w pracy zdarza się wskoczyć na elektryka, żeby szybko podjechać do innego sklepu po części, lub zrobić szybkie zakupy w trakcie pracy. Przyznaję, miło się jedzie pod górę bez wysiłku, nie pocąc się po drodze w strasznym upale. Nie chciałabym jednak takiego cuda na własność. Ciężkie, wyprute z idei rowerowania, jako formy aktywnej rekreacji i palenia kalorii. Coraz częściej jednak doceniam e-bike’i jako coś idealnego dla innych członków rodziny, znajomych, klientów. Jest wiele osób, które nie chcą lub nie mogą już się męczyć, brak im czasem sił na jeżdżenie rowerem tradycyjnym, a jednak chciałyby czasem spędzić trochę czasu na powietrzu przemieszczając  się szybciej niż pieszo.

Rowery elektryczne są nadal niestety dość drogie. Da się wprawdzie kupić polskiego elektryka już za ok. 4 tys. zł, jednak bardziej markowe kosztują nadal od 8 tys. w górę (i to w tej najmniej wypasionej wersji). Dlatego na świecie coraz modniejsze stają się różnego rodzaju zestawy typu „kit”, które pozwalają na szybką konwersję roweru tradycyjnego na elektryka.

Najbardziej popularne są nadal zestawy z silnikiem w piaście (przeważnie przedniej, bo takie najłatwiej zainstalować). W internecie znajdziecie ich dziesiątki: od zwykłych z „grubą piastą”, jak Anzio, Falco HX 500, GigaByke, po dziwne konstrukcje z obrotową obręczą, jak GeoOrbital:

Mamy też spory wybór zestawów na koło tylne, np. SmartPie, czy Magic Pie:

http://www.goldenmotor.com/e-Bike-DIY/DIY-ebikekit.php

Tego typu zestawy są przede wszystkim niedrogie i łatwe w montażu. Minus jest natomiast taki, że rower jest ciężki i jeżeli np. silnik będzie w tylnym kole i bateria na bagażniku, to cały tył robi się nieznośnie ciężki.

Niedawno klient pokazał mi, co jest aktualnie najmodniejsze w jego rodzimej Anglii: silniki zakładane pod suport, a nie wymagające specjalnego ukształtowania ramy. Klient chce ściągnąć sobie jedną z wersji Dillenger Bafang: http://dillengerelectricbikes.co.uk/electric-bike-kits/mid-drive.html

Zestawy centralne są znacznie droższe od tych „kołowych” (cena Bafanga to od 359  do ponad 1300 funtów, EVBIKE kosztuje od 530 do ponad 800 euro, natomiast zestawy z silnikiem w kole można kupić za około 400-500 euro), ale coraz więcej osób wybiera właśnie ten typ wspomagania. Ciężar rozkłada się bardziej centralnie i jest przeważnie nieznacznie mniejszy lub zbliżony.

Ogólnie, musimy się liczyć z tym, że przy montażu silnika, nasz rower przytyje o jakieś 7-8 kilogramów.

Za to otrzymujemy coś, co pomoże potem wielokrotnie pokonać wzniesienia. Drugi plus jest taki, że każdy może zachować dzięki temu swój ukochany stary rower z jego geometrią do której przywykł. Mój tata np. nie może przekonać się do żadnego innego roweru poza własnym starym Huraganem, a że jeździć sam już tak długo nie daje rady, zaczęłam się zastanawiać nad wstawieniem mu silnika. Jaki typ wybierzemy, jeszcze nie wiem, ale na razie najbardziej chyba przemawia do mnie Rubbee, bo jest najłatwiejszy w montażu i demontażu i najbardziej minimalistyczny 😉

 

 

 

Połącz się z Facebook