Alarmy i lokalizatory rowerowe.

skylock2

Ostatnio byłam świadkiem takiej scenki: przed Carrefourem przy jednej z najbardziej ruchliwych ulic Warszawy ktoś zaparkował rower i poszedł na siłownię obok. Rower całkiem przeciętny, kilkuletni Author niskiej klasy. Ja czekałam ze swoim rowerem przed sklepem aż mój chłopak upoluje obiad. Rower obok od początku wzbudził moją uwagę, bo nie dość, że trochę go w przejściu postawiono i wzbudzał niechęć przechodniów, to przypięty był jakąś kiepską blokadą tylko za ramę. Nie musiałam długo czekać, aż dwóch dresików się nim zainteresowało. Raczej ukraść nie chcieli, tylko odreagować frustrację życiową. Jeden z nich szturchnął rower, drugi też i rozległ się alarm. Seriami po trzy pipnięcia. Dresiki popatrzyły ze zdziwieniem i szybko się oddaliły. Sama potem zaczęłam się przyglądać gdzie on ma ten alarm ukryty i doszłam do wniosku, że chyba w blokadzie.

spybike

W każdym razie, głupi gadżet okazał się skuteczny. Przynajmniej o przyzwoitej porze w ruchliwym miejscu. Zbadałam potem rynek zapięć z alarmem, samych alarmów i lokalizatorów z GPSem. Dla mnie osobiście najbardziej kuszące wydają się lokalizatory, bo raczej nie zostawiam roweru na dłużej niż 5 minut i wnoszę go wszędzie. Jednak różne rzeczy się zdarzają, jeżeli na wakacjach ktoś obrabuje mi pokój czy samochód, lub po prostu włamie mi się w święta do domu, to za rowerami będę najbardziej płakać. Telewizor, komputer, niech biorą, ale ukraść mi rower, to jak porwać dziecko.

lock8

Lokalizator GPS do roweru można na portalach aukcyjnych kupić za około 230-310 zł. Trzeba się jednak liczyć z tym, że albo mają formę walca, który wciskamy w rurę sterową zamiast gwiazdki i korka, czy ekspandera, albo mają formę breloczka, który trzeba gdzieś sprytnie ukryć i liczyć, że złodziej się nie zorientuje.Pierwsza opcja jest mniej widoczna, ale cięższa, druga może zostać zbyt szybko wykryta, by przyniosła jakikolwiek skutek.

spybike2skylockalarm z pilotem

Tanie blokady typu linka z piszczkiem kosztują około 40 zł, ale jakoś im nie ufam. Alarmy rowerowe mocowane do ramy lub sztycy kupimy już od 15 zł. Ich działanie pięknie wygląda na filmikach, ale przecież nawet jeżeli rower piszczy to da się na nim uciec i szybko to ustrojstwo rozbroić. Takie sygnalizatory mają sens tylko w sytuacji podobnej do moich obserwacji przed sklepem – kiedy zostawiamy rower w ruchliwym miejscu i nie chcemy, by ktoś go skrzywdził.

Znalazłam też kilka rozwiązań nieco bardziej nowoczesnych, jak TEO Padlock – kłódka sterowana smartphonem, którą można zastosować w połączeniu z dowolnym łańcuchem, Bitlock – u-lock sterowany smartphonem z wbudowanym GPSem, czy Lock8, który łączy w sobie alarm, lokalizator, ma wbudowaną kartę SIM umożliwiającą komunikację z telefonem i udzielanie dostępu innym użytkownikom. Montuje się go na stałe do ramy roweru i do modułu dobiera się jedną z linek dostępnych w różnych długościach i grubościach. Tego typu blokady to już znacznie większy koszt, bo trzebana nie przeznaczyć przynajmniej około 400zł.

indeksorllo1Ja pozostanę na razie przy sterczeniu pod sklepem, ale każdemu, kto roweru do pracy w nieść nie może, polecam rozważenie którejś z powyższych opcji. Na naszych rodzimych złodziei i wandali chyba nic tak nie działa, jak hałas i towarzyszący mu obciach.

Wesołego Nowego Roku i żeby żadne lokalizatory nie były Wam potrzebne.

Połącz się z Facebook