Wrocławska akcja „Jeżdżę rowerem, nie jeżdżę chodnikiem”

nie-jezdze-chodnikiem-rower-wroclaw-04

Takie akcje zawsze budzą mój entuzjazm i uważam, że powinny być organizowane na większą skalę, nie tylko lokalnie. Polacy mają już jakąś taką dziwną mentalność. Coś w rodzaju obłudy. Z jednej strony, jadąc samochodem narzekamy na rowerzystów nie przestrzegających przepisów, innym razem sami jedziemy rowerem nie respektując praw innych.

Często czuję zgrozę, gdy osoby przychodzące do mnie do sklepu wybierają jak najgłośniejszy i najbardziej przerażający dzwonek. I bynajmniej większość z nich nie robi tego z myślą o ostrzeganiu pieszych przy ścieżkach rowerowych, czy odstraszaniu osób naruszających ścieżki. Nie, oni chcą coś, co będzie z daleka straszyć pieszych na chodnikach.

Te same osoby są często zdziwione, kiedy oznajmiam, że nie mają prawa jeździć po chodniku, nawet kiedy nie ma ścieżki obok, że na chodniku są gościem i to nieproszonym i nachalne używanie dzwonka jest tu nie na miejscu. Ostatnio nawet nasłuchałam się od pewnej mamy, kiedy zwróciłam jej córce uwagę, żeby nie dzwoniła na mnie na wąziutkim chodniku i tak już zablokowanym przez samochody. Spokojnie i uprzejmie tłumaczyłam jej, że chodnik służy do chodzenia i jadąc po nim (a dziecko ma takie prawo), powinna dostosować się do pieszych a nie na odwrót. Mama najwyraźniej była innego zdania, bo najwyraźniej psułam zabawę jej dziecku próbując dostać się ze sklepu do domu. Poza tym chwilę wcześniej sama słyszałam, jak córka się niecierpliwiła, że idziemy przed nią i mama jej podpowiadała „ No zadzwoń. Zadzwoń!”

Są oczywiście takie sytuacje, kiedy po chodniku trzeba kawałek przejechać, np. wyjeżdżając z osiedla – w końcu jakoś do tej drogi dostać się trzeba. Można jednak w tej sytuacji spokojnie potoczyć się za pieszymi, ominąć ich w kulturalny sposób, a nie krzyczeć, straszyć przeszywającym dzwonkiem. Chyba nikt nie lubi być straszonym.

Na szczęście nie tylko ja tak myślę. Na początku miesiąca, we Wrocławiu członkowie kampanii Kocham Wrocław, w ramach Wyższej Szkoły Rowerowej Jazdy, zatrzymywali jadących chodnikiem rowerzystów. Tłumaczyli im, jak bezpiecznie zjechać na jezdnię, rozdawali edukacyjne broszurki i częstowali cukierkami zamiast mandatów. Uważam, że Policja również powinna coś podobnego zorganizować na skalę krajową. Panowie i Panie w mundurach patrolujący ulice mogliby przecież bez wlepiania mandatów, uprzejmie pouczać pieszych, rowerzystów, rolkarzy, deskorolkarzy, biegaczy i innych kiedy widzą nieprawidłowości. U nas jednak to wszystko jest jakieś takie zero-jedynkowe. Albo obojętność, albo od razu mandat.

Wrocław, kocham Cię! Warszawo, naśladuj!

Połącz się z Facebook