Iława- raj dla rowerzystów



wielkazulawa1-300x181
Jak zwykle miejsce na wypad wakacyjny wybraliśmy przypadkowo. Poszukałam w Internecie wolnych pokoi, zabukowałam coś na szybko i ruszyliśmy. Iławę wspominałam przyjemnie z lat dziecięcych, kiedy na spływie kajakowym jedna z uczestniczek przeokrutnie pocięły się stłuczoną butelką (stłuczoną przez siebie samą). Została tam kiepsko pozszywana, ale same okolice wspominałam jak najlepiej.

Iława znajduje się bowiem na samym początku najdłuższego w Polsce jeziora – Jeziorak. To jednak nie koniec iławskich rekordów, ponieważ do Iławy przynależy również największa w Polsce wyspa śródlądowa Wielka Żuława, która ma stałe połączenie promowe z lądem i mniej towarzyscy turyści mogą skorzystać z noclegów w jednym z mieszczących się na niej ośrodków.

Już wjeżdżając na obrzeża miasta odnosi się wrażenie, że zabranie roweru w to miejsce było strzałem w dziesiątkę. Zarówno w samym mieście, jak i dość szerokich okolicach jest mnóstwo ścieżek rowerowych i dobrze oznakowanych szlaków pieszych i rowerowych.

Dla człowieka z Warszawy było szokiem, że przy każdej dróżce i uliczce, nawet wiodącej przez okoliczne wioski znajduje się nowiutka piękna ścieżka rowerowa. W samym zaś miasteczku  – dwie ścieżki – po każdej stronie drogi jedna. Dla szosowców natomiast są dobre, mało ruchliwe drogi i dłuższe szlaki wiodące głównie jezdniami.

Nic dziwnego, że miasteczko i jego okolice roją się od rowerzystów. Jedyny minus to przyjezdni kierowcy, którzy nie do końca rozumieją, kto ma pierwszeństwo na przejazdach dla rowerów.

Zwiedzanie okolic Iławy postanowiliśmy zacząć od zdobycia mapy i przewodnika z atrakcjami i szlakami. W księgarni nabyliśmy jednie mapę Iławy z okrawkiem okolic, poszliśmy więc do kiosku pytając o przewodnik. Tam iły wytatuowany Pan oznajmił, że 20 metrów dalej w Ratuszu jest punkt Informacji, w którym nam pomogą, a wręcz na nas czekają! Poszłam więc do punktu Info i rzeczywiście – czekał tam na mnie kolejny miły Pan, który z pełną pasją opowiedział mi o atrakcjach, pokazał wszystko na mapach, ofiarował dwie dla mnie najbardziej przydatne i zasugerował, którymi szlakami warto się przejechać. Poczuliśmy się bardzo mile ugoszczeni.

Tym sposobem codziennie rano wyruszaliśmy rowerami w inną trasę i – w zależności od nastroju – szaleliśmy po leśnych ścieżkach (a niektóre szlaki, szczególnie piesze, dają sporo radochy), lub zwiedzaliśmy ruiny zamku, zdobywaliśmy okoliczne miejscowości. Potem zostawialiśmy rowery i dla odmiany szliśmy na rower wodny i pedałowaliśmy kolejne 3 godziny korzystając z uroków jeziora i kąpiąc się co chwila dla ochłody.

Wracając obydwoje stwierdziliśmy że dawno nie byliśmy tak zadowoleni z urlopu. Spędziliśmy bardzo fajny, aktywny tydzień. Nawet zaczęliśmy kombinować, że za mieszkanie w Warszawie można by kupić w Iławie spory dom i jeszcze sporo by zostało. Bo kto nie chciałby mieszkać nad wodą w przepięknym, czystym mieście, którego jak to Paweł określił „Niemiec by się nie powstydził? Gorąco polecamy Iławę – zarówno na wypad weekendowy, jak i dłuższy, bo jeżeli tylko się chce, to każdy znajdzie tam coś dla siebie.

Połącz się z Facebook