Wały, linki, paski i inne „wynalazki”

stringbike-rower-bez-lancucha-1-490x260                                                                                                                      (fot. stringbike.com)

Zastanawiałam sie ostatnio nad sensem ciągłego poszukiwania nowych rozwiązań w budowie rowerów. W ostatnich latach szczególnie konstruktorzy uwzięli się, by wynaleźć alternatywną  dla łańcucha metodę przenoszenia napędu.

Tylko, co właściwie takiego uczynił nam ten łańcuch? Jeżeli nie pożałuje się na dobry łańcuch i zmienia się go regularnie mierząc poziom rozciągnięcia, to napęd łańcuchowy wystarcza na dość długo i nie sprawia większych problemów. Szczerze mówiąc, odgłosy, jakie emituje czysty, dobrze smarowany łańcuch również nie są specjalnie dotkliwe.

Przeczytałam ostatnio kilkadziesiąt artykułów zarówno z branży motoryzacyjnej, jak i rowerowej i żaden argument nie wpływa na mnie na tyle przekonująco, bym zapragnęła posiadać rower z napędem linkowym, na pas zębaty, czy tym bardziej na wał.

Nawet zakładając, że za kilka lat użytkowanie pasków zębatych nie będzie już tak kosztowne. To jedyną wielką zaletą tego rozwiązania, jaką dostrzegam jest znacznie niższa masa i cicha praca. Nie przemawiają do mnie argumenty, że pasków nie trzeba czyścić i smarować. Czyścić z pewnością czasem trzeba, a smarowanie zajmuje na tyle mało czasu, że nigdy mi nie doskwierało. Do tego chcąc mieć w rowerze biegi, musimy zastosować piastę wielobiegową, co znów podnosi nam masę, którą utraciliśmy eliminując łańcuch. Czyli wychodzi na to samo. Jedynym typem rowerów, w których zastosowanie napędu na pasek daje znaczną korzyść wydaje się zatem ostre koło/single speed. Nie dość, że rower może być znacznie lżejszy, to może stać się też wygodniejszy jako rower miejski, bo nie zniszczy nam smarem ubrania.

Napęd na wał odrzucam jako rozwiązanie dla siebie, bo jest ciężki. Natomiast jego wielką zaletą jest trwałość, więc mógłby spopularyzować się w rowerach touringowych, oczywiście w połączeniu z systemem przekładni planetarnych. Można by go stosować również w różnego rodzaju cargobike’ach, które działają pod dużym obciążeniem. W końcu w motoryzacji najczęściej wał stosuje się w ciężarówkach… i paradoksalnie, małych skuterach.

A co z napędem linkowym? Wydaje się dość sensowny: lekki, można zastosować przerzutkę zewnętrzną i kasetę. Problem na drodze do  popularyzacji tego rozwiązania stanowi póki co szybkie rozciąganie się linek i konieczność ich częstego napinania oraz opracowanie niezawodnego sposobu ich łączenia w jeden obwód.

Czytałam na ten temat już tyle, że mam w głowie taki sam zamęt, jak przedtem. Każde rozwiązanie ma zalety i wady, jednak jako tradycjonalista nadal najbardziej przekonana jestem do napędu łańcuchowego. Przynajmniej jest to zło oswojone, a części mogę dostać zawsze i wszędzie.

Powstała w mojej głowie jednak taka smutna refleksja: Często naśmiewamy się cicho z osób starszej daty, które przychodzą po części i dętki do sklepu, a jak sprzedawca próbuje pytaniami dojść, czego oni właściwie potrzebują, kończy się na nerwowym „no, do ZWYKŁEGO ROWERU!”. Zdałam sobie właśnie sprawę, że za 20 lat ja też będę się tak irytować. Będę chciała kupić „zwykły” łańcuch do „zwykłego” roweru napędzanego siłą własnych mięśni, a nie silniczkiem, a sprzedawca jako „zwykłe” będzie rozumiał milion innych rzeczy, o których ja już nie będę mieć pojęcia

Połącz się z Facebook