Rowerowe odchudzanie

Dziś zajmiemy się wagą naszego roweru. Z moich doświadczeń wynika, że przychodzi taki czas, kiedy zaczynamy myśleć właśnie o „odchudzeniu” naszych dwóch kółek.

Są dwie drogi aby to osiągnąć –  jedna to sztuka dla sztuki, gdy nie za bardzo przejmujemy się takimi rzeczami jak cena, czy wytrzymałość poszczególnych części, koncentrując się przede wszystkim na wadze. A druga to racjonalne dobieranie przerzutek, sztyc, ram itd. do naszych indywidualnych predyspozycji i możliwości, kiedy zdajemy sobie sprawę, że czasem ustępstwo na rzecz nieco większej wagi jednak zaowocuje lepszymi efektami. Niestety, nierzadko zdarza się zobaczyć twory typu „wiejski tunning”, czyli oszpecanie każdego komponentu roweru mnóstwem dziur, co nie do końca pozwala osiągnąć zamierzony cel, a i bezpieczeństwo ujeżdżania takiego sprzętu stoi na bardzo niskim poziomie.

Oczywiście osobiście jestem za drugim rozwiązaniem, gdzie rower ma służyć do jazdy, a nie do stania i ładnej prezencji. Jednak niestety, wszystko co wykracza poza najwyższe grupy producentów np. osprzętu – SRAM i Shimano (co i tak już jest dużym wydatkiem), będzie okupione wydaniem znacznych środków względem średniej krajowej. Na rynku są dostępne różne produkty – nasze rodzime, oferowane na przykład przez Soul Kozak czy Luxtech, które znajdują wielu fanów np. na forum light bike – oraz niemieckie Schmolke, Tune i wiele innych, ale ich cena potrafi niektórych przyprawić o zawrót głowy. Oczywiście na rynku są dostępne zamienniki w/w firm, których cena jest niższa, ale i jakość odbiega od oryginałów.

Tylko czy tak naprawdę gra jest warta świeczki? Są to w 99% karbonowe produkty, których trwałość, mimo zachowania najwyższej jakości wykonania oraz materiałów, nie przekracza jednego ciężko przepracowanego sezonu na treningach i zawodach. A przecież nie te kilkaset gram warunkuje sukces, tylko ciężki trening.  Czego przykładem są zawodnicy, którzy wygrywają zawody MTB/XC – nie ścigają się oni bynajmniej na rowerach w całości z karbonu.

 

Połącz się z Facebook