Full czy hardtail?

Wczoraj, przy okazji wizyty w jednym z warszawskich sklepów rowerowych, podczas odbioru roweru z przedsezonowego naoliwiania, moje oczy zawiesiły się na jednym z w pełni amortyzowanych modeli Meridy, a dokładniej Ninety – Six 1000-D.

Jest to najniżej sklasyfikowany model w grupie i kosztuje niecałe 5 tysięcy złotych – cena do zaakceptowania. W zamian dostajemy przyzwoicie wyposażony rower  w zasadzie cały na osprzęcie Shimano (za lepiej wyposażony model na SRAM’ie trzeba zapłacić dwa razy więcej) z przednim widelcem RST oraz damperem X – Fusion O2RC.

Cała magia tego roweru to zastosowane rozwiązania dotyczące tylnej amortyzacji, czyli punkt obrotu podwieszony pod górną rurą. Takie rozwiązanie pozwala uniknąć nadmiernego „pompowania” podczas pedałowania na stojąco przy jednoczesnym wybieraniu nierówności. Efekt jest taki, że rower może nadawać się także do maratonów. Na przykład, podczas odcinka z dużą ilością muld, rower nie wybija z rytmu i pozwala na równe pedałowanie, co daje zysk paru sekund na każdym z takich odcinków. Ale to wszystko teoria, całe życie jeździłem na hardtailu i nie wiem czy jestem gotów na przesiadkę na fulla.

Mimo wielu głosów przemawiających za fullem mam pewne wątpliwości – w szczególności jeśli chodzi o wagę. Jestem ciekaw Waszego zdania na ten temat: Czy warto przesiąść się na fulla, czy lepszym rozwiązaniem na polskie maratony będzie jednak pozostanie przy „sztywniaku”?

 

Połącz się z Facebook